Jejku suszenie, żołądka idzie ku dobremu:) dziś malutko zjadłam ale za to wypiłam hektolitry wody:)Idąc czułam jak woda obija mi się w brzuchu:) Więc dziś zjadłam:) całe jabłko, dwie brzoskwinie z domowego ogródka:) no i bułeczkę:) grahamkę podzieliłam na pół i jedną cześć zjadłam z plastrem sera białego:) który ma malutko kalorii:) bo zaledwie albo aż 56kcal zakupiony tradycyjnie w Biedronce:)
Dość smaczny ale ale to jakiś taki nietypowy serek ziołowy:) ale zjadliwy:) z resztą co w tym okresie nie jest zjadliwe:)
A drugą zaś połóweczkę bułeczki:) posmarowałam śledzimy w pomidorach, które po prostu uwielbiam:) a mają nie całą 100 kcal:) .Oczywiście wszystko bez żadnego masełka.
Tyle dziś z mojego jedzenia:)
Takie moje "nie jedzenie" to etap przejściowy by zrobić lekkie spustoszenie w organizmie:)
Przeczytałam w jakimś mądrym poradniku, że przed podjęciem jakiejkolwiek diety trzeba organizm stopniowo przyzwyczajać do zmian żywienia:) Mój jest w ciężkim szoku:) na pewno mu brakuje cukru i soli:) ale cóż musi się przyzwyczaić:) Jeju jak sobie pomyślę, że przede mną jeszcze tyleeeeeee to masakra:) a dziś były pierogiiiiiiiiiiiiiiii:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz