MÓj kochany bratanek chciał na tytki(czytaj frytki) w pewne piękne miejsce, gdzie wszystko pięknie pachnie i pobudza kubki smakowe....tak, tak moi drodzy to miejsce nic innego jak.....Potwór---->McDonald's
jednym słowem katastrofa.... ludzie siedzą i objadają się takimi pychotami:) koszmar dla oczu. Ale co tam dałam radę :) to zupełnie nic, że zapach unosił się po całej sali:)
Usiadłam plecami do ludzi popijając powerada by na to okrucieństwo po prostu nie patrzeć:)
Ale znów jak tu być opanowaną gdy przede mną leży takie coś co mój Leloś nazywa tytki:)
Tak sobie leżały a ja, a ja po prostu miałam to GDZIEŚ:)
I całkiem mi dobrze z tym, że takie miejsca niegdyś przeklęte pod dobrym nastawieniem , stają się zwyczajne:) Pomijam fakt ze McDonaldzie byłam częstym gościem:) i chętnie tam jadałam a teraz te przeklęte cheeseburgery i frytki, muszę spalać:)
Cholender trzeba było to stawiać w Kłodzku trzeba było??? się pytam:P
buziakos:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz